Wiadomości

Uczelnia Rydzyka odwołała się od wyroku ws. dyskryminacji niewierzącego

Założona przez ojca Tadeusza Rydzyka uczelnia WSKSiM nie zgadza się z decyzją toruńskiego sądu, który nakazał jej wypłatę 5 tys. zł za dyskryminację kandydata na studia Marka Joppa. Jej przedstawiciel walczy z formalnościami, by móc skutecznie złożyć apelację.

Uczelnia Rydzyka odwołała się od wyroku ws. dyskryminacji niewierzącego

Foto: Mikołaj Podolski / Onet

  • Niedoszły student złożył też skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, ale nie została jeszcze rozpatrzona
  • „Wobec powoda została naruszona zasada równego traktowania poprzez akt dyskryminacji pośredniej” – twierdzi sędzia Marek Adamczyk
  • Jopp zamiast zadośćuczynienia otrzymał informację, że czeka go proces w II instancji

O rozstrzygnięciu Sądu Rejonowego w Toruniu informowaliśmy w sierpniu. Od tego czasu Jopp uzyskał pisemne uzasadnienie wyroku pierwszej instancji.

Sędzia Marek Adamczyk stwierdził: „Powód zarzucał, że doszło do dyskryminacji na skutek postawienia przez pozwaną uczelnię wymogu przedstawienia opinii księdza proboszcza, jako warunku ubiegania się o przyjęcie na studia. Zarzut ten jest uzasadniony. (…) Uprawnione jest twierdzenie, że wobec powoda została naruszona zasada równego traktowania poprzez akt dyskryminacji pośredniej”.

Marek Jopp liczył, że na tym sprawa cywilna się skończy. Czekał na przyznane mu zadośćuczynienia w kwocie 5 tys. zł, za które chciał opłacić czesne na studia w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej, a więc tej samej uczelni, z którą wygrał w sądzie. Ale zamiast przelewu, dostał informację, że prawdopodobnie czeka go jeszcze proces w drugiej instancji.

– Wiem, że druga strona złożyła apelację. Sąd wezwał ją jednak do uzupełnienia wpłaty. Brakowało 150 zł – mówi Onetowi Marek Jopp.

Marek Jopp walczy z WSKSiM

Sprawa zaczęła się w marcu 2017 r. Stojący wówczas na czele toruńskiego SLD Marek Jopp tłumaczył w wywiadzie dla Onetu, że chce studiować podyplomowo na założonej przez ojca Tadeusza Rydzyka lokalnej uczelni ze względu na niską cenę na kierunku „polityka ochrony środowiska – ekologia i zarządzanie”. Byłyby to jego szóste studia podyplomowe, w dodatku zgodne z jego wcześniejszymi kierunkami kształcenia.

Wyraził też zadowolenie, że został przyjęty, mimo że nie dostarczył wymaganego zaświadczenia od proboszcza. Od początku nie ukrywał, że nie będzie mógł go załączyć, bo jest niewierzący. Wtedy to nie był problem. Pisemną decyzję o przyjęciu go na ten kierunek uczelnia wydała 3 marca 2017 r.

Krótko potem stawił się na zajęcia, chcąc wysłuchać pierwszego wykładu, który miał wygłosić współpracujący z WSKSiM minister środowiska Jan Szyszko. Wtedy jednak powiadomiono go, że przez brak zaświadczenia nie będzie mógł studiować. Zwrócono mu pieniądze i nie uwzględniono jego odwołań.

Niedoszły student nie zgadzał się z tą decyzją, bo kierunek, na którym chciał studiować, był dotowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej kwotą 140 tys. Jego zdaniem na studiach finansowanych z publicznych środków nie powinno dochodzić do segregacji religijnej. Dlatego skierował sprawę do sądu, najpierw administracyjnego, gdzie przegrał w obu instancjach. Złożył też skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, która nie została jeszcze rozpatrzona.

Głos w tej sprawie zajmowali już m.in. minister nauki Jarosław Gowin, przedstawiciele NFOŚiGW i Ministerstwa Rozwoju. Wszyscy wskazywali na autonomię uczelni, która według nich nie zabraniała WSKSiM żądać od kandydatów na studia zaświadczenia od proboszcza. Wyrok cywilny był zatem również ciosem w rząd PiS, który dotychczas bronił uczelni założonej przez ojca Rydzyka.

Wiosną tego roku Komisja Europejska stwierdziła, że szkoła redemptorystów dopuściła się „pośredniej dyskryminacji” ze względu na wyznawaną religię, wymagając zaświadczenia od proboszcza na inny kierunek, który był dotowany ze środków europejskich. Chodziło o informatykę medialną.

O tym wymaganiu jako pierwszy napisał wówczas Onet, a instytucje europejskie poinformował Marek Jopp, który na odpowiedź z KE musiał czekać półtora roku. Polski rząd będzie musiał teraz dokonać „korekty finansowej” związanej z tym zadaniem i wdrożyć takie działania, które pozwolą uniknąć podobnej dyskryminacji w przyszłości.

Źródło: onet.pl

Powiązane artykuły

Back to top button
Close