Wiadomości

Polska rodzina z Kazachstanu nie może wrócić do Polski. Syn prosi o pomoc

Rząd Prawa i Sprawiedliwości obiecywał, że zrobi dla repatriantów z Kazachstanu więcej niż poprzednie gabinety. Przez ponad pięć lat nie wydał jednak wiz repatriacyjnych nawet połowie Polaków, którzy ubiegają się o powrót do ojczyzny. Syn Polaka z Kazachstanu walczy od kilku lat o to, by jego rodzice, babcia i siostra mogli przyjechać do Polski. Bez skutku.

Polska rodzina z Kazachstanu nie może wrócić do Polski. Syn prosi o pomoc

– Państwo polskie nie stoi po stronie repatriantów, Polacy mieszkający w Kazachstanie czują się opuszczeni – ubolewała Beata Szydło w kampanii wyborczej w 2015 roku. Dwa lata później wicepremier jej rządu Mateusz Morawiecki zapowiedział, że rząd PiS „nadrobi stracony czas” i ściągnie repatriantów z Kazachstanu „na dużo szerszą skalę” niż robiły to poprzednie rządy. – Chcemy odwrócić niesprawiedliwość dziejową. Państwo polskie stanie na wysokości zadania – obiecywał Morawiecki.

Dymitr Wygowski jest artystą malarzem i mieszka w Polsce już od dziewięciu lat. Od kilku lat stara się o ściągnięcie do ojczystego kraju swojej rodziny z Kazachstanu. Ojciec Dymitra, Władimir Wygowski wniosek o wizę repatriacyjną złożył już 23 kwietnia 2017 roku. Został przez polskie władze uznany za osobę polskiego pochodzenia.

Jego ojciec Leonid Wygowski mieszkał przed wojną pod Żytomierzem (do dziś jest to największe skupisko Polaków na Ukrainie) i został zesłany z powodów politycznych wraz z całą rodziną do Kazachstanu w 1936 roku. Tam urodził się Władimir i po latach poznał swoją żonę Irinę.

Władimir i jego żona Irina od czterech lat czekają na przyjazd do Polski. Syn nie może ich zaprosić, bo warunkiem otrzymania wizy repatriacyjnej jest posiadanie mieszkania lub domu w Polsce. Dymitr wynajmuje pokój w warszawskim ośrodku Caritasu. Utrzymuje się z malowania portretów i nie jest w stanie zapewnić rodzicom mieszkania i utrzymania.

Na ośrodek adaptacyjny czeka się nawet trzy lata”

Repatrianci mogliby szybciej wrócić do Polski, gdyby jakieś polskie miasto zaoferowało im mieszkanie socjalne i pracę. Dlatego Dymitr napisał list z prośbą o to do 82 włodarzy miast i gmin, jednak niektórzy w ogóle mu nie odpowiedzieli, a inni odmówili.

– Odpisywali, że nie mają mieszkań socjalnych dla swoich mieszkańców, a tym bardziej dla mojej rodziny z Kazachstanu – skarży się Dymitr.

Od trzech lat repatrianci z Kazachstanu mogą przyjechać do ośrodka adaptacyjnego w Pułtusku. – Konsul polski w Nur-Sułtanie przez cztery lata nie powiedział rodzicom, że jest taka możliwość, tylko trzeba złożyć odpowiedni wniosek – mówi nam Wygowski. – Nawet, jeżeli złożą teraz ten wniosek, to na decyzję mogą czekać do trzech lat, bo jest długa kolejka, około 5 tysięcy osób stara się o dostanie do tego ośrodka – dodaje.

„Ludzie zamarzają w domach”

Rodzice Dymitra oraz jego siostra z dziećmi mieszkają w wiosce Zielony Gaj w północnym Kazachstanie. Mieszka tam około 1400 osób, głównie Polacy. – Wioska wymiera, ludzie stamtąd uciekają, sklepy są zamykane. Rodzice i siostra są bez pracy. Zimą są tam mrozy nawet do minus 45-50 stopni, ludzie zamarzają we własnych domach, odmrażają sobie ręce i nogi. Często drogi są zamknięte z powodu śnieżycy, wtedy nie można się dostać do szpitala czy miasta – opowiada Faktowi Dymitr.

Dodaje, że jego rodzina nie ma w domu łazienki, toaleta jest na podwórku, a po wodę pitną muszą iść kilometr do „krynicy”. Zimą przywożą ją saniami. Siostra Dymitra mieszka z mężem i dziećmi w lepiance.

Po latach batalii z polskimi służbami zagranicznymi, Dymitr doszedł do wniosku, że jedynym sposobem na uratowanie rodziny i jej przyjazd do Polski jest zakup domu dla nich. – Boję się o nich i tęsknię za nimi, bo nie widziałem ich już od dziewięciu lat – mówi nam. Dlatego założył zbiórkę i zbiera na mieszkanie lub skromny dom dla swoich bliskich. Najlepiej w okolicy Warszawy lub Wrocławia, gdzie jego tata i szwagier mogliby dostać pracę. Niestety, zebrał do tej pory zaledwie 600 złotych. Jeżeli chcesz wesprzeć jego zbiórkę, można to zrobić TUTAJ. 

„Tata marzy o pracy”

Mama Dymitra ma 50 lat, jest pielęgniarką, ale ma orzeczenie o niepełnosprawności. Jest ofiarą prób jądrowych na radzieckim poligonie nuklearnym w Semipałatyńsku. Straciła wtedy wzrok. Ojciec ma 55 lat i jest mechanikiem. – Tata zna się remontach traktorów i kombajnów i marzy o pracy, której nie ma w Kazachstanie. Siostra ma 28 lat i troje dzieci – najmłodsza córka Ksenia ma 5 lat, synek Nikita – 7 lat, a najstarsza córka Weronika – 9 lat. Dobrze się uczą. Mąż siostry jest spawaczem, ale z jednej pensji nie jest w stanie utrzymać rodziny – opowiada Faktowi Dymitr.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych, ze względu na przepisy o ochronie danych osobowych, nie chciało nam odpowiedzieć na pytanie, dlaczego Wygowscy tak długo czekają na możliwość przyjazdu do Polski.

– Polskie służby dokładają wszelkich starań, by proces ubiegania się o wizę repatriacyjną był jak najszybszy i bezproblemowy. Samo złożenie wniosku wizowego nie jest jednak równoznaczne z pozytywną decyzją o przyznaniu tej wizy lub miejsca w ośrodku adaptacyjnym – poinformował Fakt resort.

„Finansujemy proces repatriacji”

Kancelaria Premiera poinformowała Fakt, że Mateusz Morawiecki ma pełnomocnika rządu ds. repatriacji w osobie Bartosza Grodeckiego, wiceministra resortu spraw wewnętrznych i administracji. A Grodecki ma do dyspozycji Radę do Spraw Repatriacji, która „zgłasza propozycje w zakresie usprawnienia organizacji repatriacji” i „zajmuje stanowiska wobec projektów aktów prawnych w zakresie repatriacji”.

– Rząd polski finansuje proces repatriacji. Koszty prowadzenia ośrodków adaptacyjnych dla repatriantów, dopłaty do kosztów zakupu lub wynajmu lokalu mieszkalnego, dotacje dla gmin, które podjęły uchwałę w sprawie zobowiązania do zapewnienia lokalu mieszkalnego kandydatom na repatriantów oraz pomocy udzielanej repatriantom po przyjeździe, są finansowane z rezerwy celowej budżetu państwa „Pomoc dla repatriantów” – zapewnia biuro prasowe rządu.

Jak podało nam MSZ, od 2016 roku do końca 2020 roku złożono 7222 wniosków o wydanie wizy repatriacyjnej. Takich wiz wydano jednak tylko 2770. Inne dane podaje Faktowi MSWiA, które twierdzi, że w ramach repatriacji przyjechało do Polski 3058 osób.

W Kazachstanie nadal mieszka nawet 100 tys. Polaków

Od 2018 roku działają też w Polsce dwa ośrodki adaptacyjne dla repatriantów, który przyjęły do tej pory zaledwie 1180 osób. Jeden z nich jest Pułtusku na Mazowszu a drugi w Środzie Wielkopolskiej niedaleko Poznania.

Szacuje się, że liczba osób pochodzenia polskiego w Kazachstanie może wynosić nawet 100 tys. To głównie osoby urodzone w tym kraju w okresie sowieckim i postsowieckim, dla których językiem ojczystym jest rosyjski, potomkowie ofiar deportacji, Polacy z Ukrainy i Litwy, zesłani tam w latach 30. i 40. przez reżim komunistyczny.

Deportacje odbywały się w latach 1934–1936 oraz 1940–1941, a na obszarach Kazachstanu, gdzie osiedlano Polaków, powstawały miejscowości nazywane tak, jak miejsca, skąd pochodzili Polacy, czyli Kalinówka, Wiśniówka, Jasna Polana czy Zielony Gaj, gdzie mieszkają do dzisiaj rodzice Dymitra Wygowskiego.

Źródło: fakt.pl

Powiązane artykuły

Back to top button
Close