Wiadomości

Gigantyczne koszty, masowe zamykanie kopalń, atom. To plan transformacji energetycznej Polski do 2040 r. Może zachwiać koalicją rządową

Transformacja energetyczna w latach 2021-2040 może kosztować nawet ok. 1 bln 600 mld zł. Składać się na nią mają m.in. drastyczna redukcja wykorzystania węgla przy masowym zamykaniu kopalń, rozwój infrastruktury gazowej, a także uruchomienie do 2033 r. pierwszej elektrowni atomowej. Plan ten budzi jednak olbrzymie kontrowersje w Zjednoczonej Prawicy i może doprowadzić do kolejnego poważnego przesilenia w obozie władzy.

Gigantyczne koszty, masowe zamykanie kopalń, atom. To plan transformacji energetycznej Polski do 2040 r. Może zachwiać koalicją rządową

  • Widzieliśmy nieopublikowany dotąd nowy rządowy projekt „Polityki energetycznej Polski do 2040 r.”, który ma wyznaczać strategiczne kierunki rozwoju sektora energetycznego
  • Dokument liczący 104 strony wyznacza ramy transformacji energetycznej, na które składają się m.in. redukcja udziału węgla w strukturze zużyciu energii – nawet do 37,5 proc. w 2030 r., wdrożenie energetyki jądrowej – łącznie ma powstać sześć bloków jądrowych o mocy całkowitej 6-9 GW, czy redukcja emisji CO2 o ok. 30 proc. w stosunku do 1990 r.
  • Dość szybka rezygnacja z węgla będzie oznaczała znaczny wzrost importu gazu ziemnego i ropy naftowej
  • Swój sprzeciw do projektu zgłosili politycy Solidarnej Polski, którzy formułują ciężkie oskarżenia pod adresem rządu i grożą jego zablokowaniem

Rząd podczas wtorkowego posiedzenia zatwierdził projekt zatytułowany „Polityka energetyczna Polski do 2040 r.”, który jest nowym strategicznym dokumentem, wyznaczającym po 12 latach od ustanowienia poprzedniej polityki, kierunki rozwoju energetycznego w kraju. Do tej pory ten liczący 104 strony rządowy plan objęty był tajemnicą, a o jego jedynie ogólnych założeniach poinformowano tylko w komunikacie Centrum Informacyjnego Rządu.

Jak podano, opiera się on na trzech głównych filarach: sprawiedliwej transformacji, budowie zeroemisyjnego systemu energetycznego oraz dobrej jakości powietrza. A najważniejszym rezultatem transformacji, odczuwalnym przez każdego obywatela ma być zapewnienie czystego powietrza w Polsce.

Masowe zamykanie kopalń

— Przed nami wyzwanie, jakim będzie zbudowanie nowego systemu energetycznego w najbliższych dwóch dekadach. To z jednej strony nadanie dynamiki dążeniu ku nisko- i zeroemisyjnej transformacji polskiej gospodarki, ale też konieczność zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego — zapewniał we wtorek minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka. Dodając, że plan ten wprowadzi Polskę na ścieżkę dążenia do gospodarki niskoemisyjnej, poprzez realizację sprawiedliwej transformacji energetycznej, rozwój OZE, poprawę efektywności energetycznej oraz poprawę jakości powietrza.

Onet widział nieopublikowany dotąd cały projekt, który – jak zapowiedział resort energii – ma zostać wkrótce opublikowany wraz z uchwałą Rady Ministrów w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski”.

Jak czytamy w projekcie, „PEP2040 wyznacza ramy transformacji energetycznej w Polsce” oraz „zawiera strategiczne przesądzenia w zakresie doboru technologii służących budowie niskoemisyjnego systemu energetycznego”. Innymi słowy jest to opis stanu i uwarunkowań sektora energetycznego wraz z trzema filarami, na których oparto osiem celów szczegółowych i działania niezbędne do ich realizacji.

W zasadzie na pierwszych stronach dokumentu można znaleźć już informację, że plan ten zakłada gigantyczną redukcję wykorzystania węgla w gospodarce. I choć podkreślono, że krajowe zasoby węgla pozostaną istotnym elementem bezpieczeństwa energetycznego Polski, to wzrost popytu będzie pokrywany przez źródła inne niż konwencjonalne moce węglowe.

„Udział węgla w strukturze zużycia energii osiągnie nie więcej niż 56 proc. w 2030 r., a przy podwyższonych cenach uprawnień do emisji CO2 może spaść nawet do poziomu 37,5 proc.” – czytamy w dokumencie.

Oznacza to ni mniej, ni więcej, masowe zamykanie kopalń, z czego doskonale zdają sobie sprawę autorzy PEP2040, którzy w ramach tzw. sprawiedliwej transformacji chcą stworzyć ok. 300 tys. nowych miejsc pracy w branżach związanych z odnawialnymi źródłami energii, energetyką jądrową, elektromobilnością, infrastrukturą sieciową, cyfryzacją czy termomodernizacją budynków.

„Sprawiedliwa transformacja oznacza zapewnienie nowych możliwości rozwoju regionom i społecznościom, które zostały najbardziej dotknięte negatywnymi skutkami przekształceń w związku z niskoemisyjną transformacją energetyczną. Działania związane z transformacją rejonów węglowych będą wspierane kompleksowym programem rozwojowym” – podkreślono w dokumencie.

Ponadto coraz większą rolę odgrywać mają źródła odnawialne, a ich poziom w strukturze krajowego zużycia energii elektrycznej netto wynieść ma nie mniej niż 32 proc. w 2030 r., co – jak podkreślono – umożliwi przede wszystkim rozwój fotowoltaiki oraz morskich farm wiatrowych, które ze względu na warunki ekonomiczne i techniczne mają mieć – zdaniem autorów – największe perspektywy rozwoju. Według przyjętych założeń moc zainstalowana farm wiatrowych na morzu ma wynieść ok. 5,9 GW w 2030 r. i do ok. 11 GW w 2040 r.

„Dla osiągnięcia takiego poziomu OZE w bilansie, niezbędny jest rozwój infrastruktury sieciowej, technologii magazynowania energii, a także rozbudowa jednostek gazowych jako mocy regulacyjnych” – czytamy w projekcie.

W związku z redukcją węgla znaczącej rozbudowie ulec ma infrastruktura gazu ziemnego, ropy naftowej i paliw ciekłych, przy zapewnieniu dywersyfikacji kierunków dostaw. Oznacza to zatem znaczny wzrost importu tych surowców do kraju.

„Silne uzależnienie Polski od dostaw gazu ziemnego z jednego kierunku wymaga działań dywersyfikacyjnych. W tym celu zostanie zbudowane Baltic Pipe (połączenie Norwegia-Dania-Polska), rozbudowany terminal LNG w Świnoujściu oraz zbudowany terminal pływający FSRU w Zatoce Gdańskiej. Rozbudowane zostaną także połączenia z państwami sąsiadującymi” – czytamy w projekcie.

Jak podkreślono, „w jeszcze większym stopniu Polska zależna jest od dostaw ropy naftowej, dlatego konieczne jest zapewnienie warunków odbioru ropy i sprawnie funkcjonującej infrastruktury wewnętrznej”. „Zwiększona zostanie możliwość dostaw drogą morską, do czego przyczyni się rozbudowa naftowego Rurociągu Pomorskiego, a także baz magazynowych ropy i paliw ciekłych. Dostawy produktów naftowych zależne są od odpowiednio rozwiniętej sieci rurociągów, zwłaszcza w południowej części Polski, która również zostanie poddana rozbudowie np. rurociąg Boronów-Trzebinia” – napisano w PEP2040.

Ponadto w 2033 r. wdrożona ma zostać energetyka jądrowa, poprzez uruchomienie pierwszego bloku elektrowni jądrowej. „Łącznie powstanie 6 bloków jądrowych (wdrażane co 2-3 lata) o mocy całkowitej 6-9 GW, która wzmocni podstawę systemu i wpłynie na redukcję emisji zanieczyszczeń z sektora” – zapisano w PEP2040.

Kolejne elementy to redukcja emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. o ok. 30 proc. w stosunku do 1990 r., a do 2040 r. ogrzewanie wszystkich gospodarstw poprzez ciepło systemowe oraz zero- lub niskoemisyjne źródła indywidualne. Poprawa jakości powietrza ma nastąpić dzięki inwestycjom w transformację sektora ciepłowniczego, elektryfikację transportu oraz promowanie domów pasywnych i zeroemisyjnych, wykorzystujących lokalne źródła energii.

„W perspektywie do 2040 r. zostanie zbudowany niemal nowy system elektroenergetyczny, którego silną podstawą będą źródła nisko i zeroemisyjne” – czytamy w dokumencie.

Gigantyczne koszty transformacji

Autorzy dokumentu oszacowali także koszt całego przedsięwzięcia związanego z transformacją energetyczną kraju.

Jak czytamy: „Oszacowano, że zaprojektowana w PEP2040 transformacja energetyczna Polski, prowadzona w sposób akceptowalny społecznie, przy jednoczesnym zagwarantowaniu bezpieczeństwa energetycznego, utrzymaniu konkurencyjności gospodarki oraz ograniczeniu oddziaływania na środowisko wymagać będzie ogromnych nakładów inwestycyjnych, których skala może osiągnąć w latach 2021–2040 ok. 1 600 mld PLN. W całym sektorze paliwowo-energetycznym mogą wynieść one ok. 867–890 mld zł, zaś w sektorach pozaenergetycznych (przemysł, gospodarstwa domowe, usługi, transport i rolnictwo) kwota może sięgnąć ok. 745 mld PLN”.

Nie ma zgody w koalicji
Opracowywany od miesięcy projekt „Polityki energetycznej Polski 2040 r.” budzi – co ciekawe – ostry sprzeciw jednego z koalicjantów, tj. Solidarnej Polski. Jak poinformował we wtorek rzecznik rządu Piotr Muller, „Rada Ministrów przyjęła uchwałę zdecydowaną większością głosów przy dwóch głosach sprzeciwu – Zbigniewa Ziobry i Michała Wójcika”. Taki przebieg posiedzenia rządu potwierdziła na Twitterze także Solidarna Polska, odcinając się jasno od tego dokumentu.

A lista oskarżeń, jakie w koalicyjnych rozmowach wytaczać mają przy tej sprawie ziobryści pod adresem premiera Mateusza Morawieckiego, jest dość długa.

Jak słyszymy, współpracownicy Zbigniewa Ziobro mają zarzucać szefowi rządu, że ten poszedł na układ z Unią Europejską przy negocjowaniu wieloletniego unijnego budżetu, w ramach którego Polska ma otrzymać w ciągu siedmiu lat blisko 700 mld zł. – Premier Morawiecki przywiózł dwie walizki: jedną z kwotą 700 mld zł i drugą z zobowiązaniami na kwotę 1600 mld zł. Bilans jest oczywisty – mówi Onetowi osoba związana z Ministerstwem Sprawiedliwości.

Ziobryści mają zarzucać ponadto premierowi, że bez zgody wszystkich koalicjantów podczas grudniowego szczytu w Brukseli zgodził się na podwyższenie celu zbijania redukcji gazów cieplarnianych w całej Unii z dotychczasowych „co najmniej 40 proc.” do 55 proc. w porównaniu z 1990 r., co znalazło swoje odzwierciedlenie w projekcie „Polityki energetycznej Polski do 2040 r.”.

W ocenie Solidarnej Polski wejście tego planu w życie oznaczać będzie w praktyce drastyczny wzrost kosztów życia – cen prądu oraz ogrzewania, którą odczują wszyscy Polacy. Ponadto może doprowadzić do klęski w dywersyfikacji dostaw surowców i utraty suwerenności energetycznej państwa, bowiem konieczność zwiększenia importu gazu zmusi nas do jego zakupu albo od Rosji, albo od Niemiec.

PEP – zdaniem ziobrystów swoimi wieloma zapisami jest sprzeczny z programem Prawa i Sprawiedliwości na wybory w 2019 r., kiedy to partia rządząca deklarowała „dalsze wsparcie górnictwa węglowego”. Takie wsparcie – jak przypominają politycy SP – deklarował publicznie także sam premier Morawiecki, który mówił do górników, że węgiel to polskie „czarne złoto”.

Nasi rozmówcy w otoczeniu szefa rządu pytani o powody tej nagłej wolty koalicjanta podkreślają nieoficjalnie, że politycy Solidarnej Polski celowo już od kilku miesięcy sabotują plan transformacji energetycznej kraju. Jak słyszymy, zgłaszali oni swoje uwagi do tego projektu, lecz były one pozbawione kompletnie merytorycznych argumentów i skupiały się wyłącznie na politycznych absurdalnych zarzutach, np. o zdradę interesu narodowego.

Całej tej awanturze jak na razie ze spokojem przygląda się kierownictwo PiS na Nowogrodzkiej. Choć, jak słyszymy, w partii rządzącej coraz częściej pojawiają się głosy, że za sprawą nieustannych konfliktów na linii Morawiecki-Ziobro będzie musiało wkrótce dojść do jakiegoś poważnego przesilenia w obozie władzy. Nie pierwszy i z pewnością nie ostatni raz w Zjednoczonej – póki co – Prawicy.

Źródło: onet.pl

Powiązane artykuły

Back to top button
Close