Kino i muzyka

Halina Frąckowiak: Co umocniło ją w wierze

Przed laty uległa groźnemu wypadkowi. Swoje ocalenie uważa za cud. Nawróciła się i dziś modli się przed każdym wyjściem na scenę.

Halina Frąckowiak / Michał Baranowski /AKPA

Kiedy cudem uniknęła śmierci, zaczęła się zastanawiać, dlaczego przytrafił jej się wypadek. Wkrótce Halina Frąckowiak (71 l.) zrozumiała, że był to znak Opatrzności, dzięki któremu zmieniła swoje życie. – Od Boga nigdy nie odeszłam, ale, zajęta śpiewaniem, nie zauważałam, że umyka mi to, co najważniejsze – przyznaje szczerze.

Wiarę wyniosła z domu. – Nie dyskutowało się o tym, nie podkreślano specjalnie. To był sposób i rytm życia. Wiadomo, że jest chrzest, komunia, bierzmowanie i Eucharystia w każdą niedzielę – wspomina.

Jej rodzice rozstali się, gdy była dzieckiem. Halinę i jej brata wychowała mama i to ona zabierała pociechy na msze święte. – Dzięki niej jestem niezwykle maryjna – mówi Frąckowiak. – Wierzyłam, że Matka Boża jest dla mnie prawdziwą mamą w Niebie. Zapamiętała też, że jako dziecko lubiła nucić piosenkę o objawieniu w Lourdes: „Bernardka dziewczynka szła przez las/ anioł ją tam wiedzie, Bóg sam wybrał czas”.

Rozpoczęła się jej kariera muzyczna, kwestie wiary zeszły na dalszy plan. Na początku lat 70. była na szczycie. Kilkakrotnie zwyciężyła w plebiscycie na najpopularniejszego artystę. Dawała po dwa, czasami trzy koncerty dziennie, także za granicą. – Właściwie mieszkałam w hotelu, więc życie wiarą na co dzień mi umykało – przyznała.

W tym okresie poznała reżysera i dokumentalistę Krzysztofa Bukowskiego. Para w 1972 roku wzięła ślub, ale miłość nie przetrwała próby czasu. Rozstali się po siedmiu latach. Wkrótce na jej drodze stanął Józef Szaniawski, dziennikarz Polskiej Agencji Prasowej. W 1980 roku urodził się ich jedyny syn, Filip.

Halina Frąckowiak, 2009 rok /Jarosław Wojtalewicz /AKPA

Kiedy chłopiec miał 5 lat, jego tata, działacz opozycji, został aresztowany. Oskarżono go o współpracę z CIA. Za kratami spędził cztery długie lata. Z aresztu wyszedł w 1989 roku, tuż przed Bożym Narodzeniem. Choć Halina często odwiedzała go w więzieniu i za wszelką cenę chciała ocalić rodzinę, związek się rozpadł.

W marcu 1990 roku piosenkarka uległa groźnemu wypadkowi samochodowemu. Artystka miała połamane nogi, a odłamki szkła pokiereszowały jej twarz. Dziewięć miesięcy spędziła w szpitalu. – Zastanawiałam się, po co to się stało, bo wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Zrozumiałam, że powinnam zwolnić, spojrzeć na drogę, którą idę. Teraz wiem, że to była łaska – wspominała.

Przyznała też, że kiedy leżała w szpitalu, mogła liczyć na pomoc wielu życzliwych ludzi. Znaleźli się też ci, pragnący ją zwieść na złą ścieżkę. – Gdy jest trudno, często pojawiają się wokół nas osoby, chcące wpłynąć na naszą drogę, wartości, także wiarę i poddać je w wątpliwość – wyznała na łamach magazynu „Ludzie i wiara”. – Chcieli zachęcić mnie do poznawania różnych praktyk, także dla odzyskania zdrowia – zdradza.

Piosenkarka zrozumiała, że musi opowiedzieć się, po której stronie stoi. – Ja jestem katoliczką, wierzę w Jezusa. To była dla mnie próba – podsumowała. Uważa, że te wydarzenia umocniły jej wiarę i przybliżyły do Boga. Dziś przywiązuje ogromną wagę do codziennej rozmowy ze Stwórcą. – Często się modlę. Wiem, że otrzymałam wielki dar: śpiewam i mogę robić to, co kocham. Śpiewem dziękuję też za wszystkie otrzymane łaski – tłumaczy.

W 2003 roku miała zaszczyt wykonać dla papieża Jana Pawła II „Pieśń o słońcu niewyczerpanym”. – Ojciec Święty jest moim ulubionym świętym – wyjawia. Jakiś czas temu wokalistka zyskała jeszcze jednego orędownika w niebie – św. Szarbela. – Zaczęłam o nim czytać i się z nim modlić. Jest mi bardzo bliski – mówiła.

Dziś najważniejszym mężczyzną jej życia jest syn Filip, a radością wnuki. – Są niebywałą słodyczą – zapewnia. I dodaje, że jest wierna maksymie: „Najpierw jest Bóg, a wszystko inne się poukłada”.

W 2012 roku wydarzyła się kolejna tragedia w życiu jej rodziny. Józef Szaniawski zginął w Tatrach. Schodząc ze Świnicy, spadł w przepaść. Zmarł na miejscu. Mimo że artystka rozstała się z nim jeszcze w latach 90., bardzo przeżyła śmierć ojca swego syna.

Frąckowiak ukojenia szukała w religii. – Wiem jedno, każda żarliwa modlitwa zostaje wysłuchana, a jeśli nie, to znaczy, że to, o co proszę, nie jest dla mnie dobre – podsumowała.

Halina Frąckowiak /Jarosław Antoniak /MWMedia

Źródło: pomponik.pl

Powiązane artykuły

Close
Close
TIME: 1.743 second