Polska

Poruszające wyznanie mamy 10-letniej Oli. „Miałam wybierać jej sukienkę na bal, a nie do trumny”

„Przykro mi” to może mi powiedzieć ktoś, kto mnie w kostkę kopnie, a nie jak mi zabije dziecko – mówi gorzko pani Agnieszka Szafrańska w rozmowie z Faktem. Jej córeczka, 10-letnia Ola zginęła razem z przyjaciółką wracając ze spotkania z koleżankami. Zabiła je bezmyślność 19-letniego brata organizatorki spotkania. – Miałam wybierać jej sukienkę na bal, a nie do trumny. Zbierać na obóz muzyczny, a nie na pomnik – wylicza mama Oli, a po jej policzkach spływają łzy.

Poruszające wyznanie mamy 10-letniej Oli. "Miałam wybierać jej sukienkę na bal, a nie do trumny"

Fakt dotarł do pani Agnieszki Szafrańskiej (45 l.), mamy Oli, która zginęła w wypadku spowodowanym przez 19-letniego brata swojej koleżanki, który spieszył się na imprezę. Pogrążona w żałobie mama dziewczynki zdecydowała się opowiedzieć nam o swoim koszmarze.

– Moje życie naprawdę dzieli się na „do 5 października” i „po 5 października”. Nie da się opisać co czuje matka, która musiała pochować swoje 10-letnie dziecko. Ola miała przed sobą całe życie, mnóstwo planów, marzeń… Co czuje matka, która staje nad grobem córki i myśli „miałam zbierać na jej obóz muzyczny, a nie na pomnik”. Nie da się tego opisać – mówi łamiącym się głosem, a po jej policzkach spływają łzy.

Wyjaśnia, że Ola była jej najmłodszym dzieckiem, a swoje życie zaplanowała już na 10-15 lat pod nią. – Pozostałe córki też mnie potrzebują, wiem to, ale to jest zupełnie inny zakres potrzeb – wyjaśnia nasza rozmówczyni. Przed wypadkiem była bardzo poukładaną osobą, która miała wszystko zaplanowane. Potem zawalił jej się cały świat. Pierwsze tygodnie po wypadku ledwo pamięta. – Jakby ktoś mi wyjął baterie – wspomina. Nie była w stanie się nawet sama ubrać, zapominała po co szła do kuchni, obawiała się wsiadać do samochodu, nie mówiąc już o jego prowadzeniu.

Wspomina moment w czasie załatwiania formalności pogrzebowych, kiedy musiała wybrać swojej córeczce sukienkę na pogrzeb. – I ta złość, że chciałam wybierać jej sukienkę na bal i być przy tym, jak ona będzie wybierać sukienkę na ślub, a nie wybierać jej sukienkę do trumny. Dałabym naprawdę wszystko, żeby móc ją przytulić, żeby była nastolatką z burzą hormonów – podkreśla.

Tragedia w Legnicy. Spowodował koszmarny wypadek, a potem porównywał się do Jezusa

Do tragedii doszło w deszczowy wieczór 5 października 2019 r. na ul. Jaworzyńskiej w Legnicy. Po udanym spotkaniu z koleżankami 10-letnią Olę i 11-letnią Wiktorię odwoził do domu 19-letni wówczas Szczepan W., brat organizatorki. Rozbawione dziewczynki nie wiedziały, że to koniec ich krótkiego życia.

Mimo zmroku i opadów deszczu, a także niewielkiego doświadczenia za kierownicą (prawo jazdy uzyskał zaledwie niecały rok wcześniej), chłopak pędził, jakby gonił go sam diabeł. Gdy wyprzedzał, jednocześnie zerkając w komórkę, stracił panowanie nad kierownicą. Zjechał na przeciwległy pas ruchu, gdzie zderzył się z prawidłowo jadącym autem dostawczym.

Choć spowodował wypadek, w którym zginęły jego małe pasażerki, nie poczuwa się do winy. Zeznawał z wolnej stopy. Żył jak gdyby nigdy nic, publikując zdjęcia z wycieczek, sesji zdjęciowych i imprez. Pierwsze zdjęcie wrzucił na Instagrama zaledwie miesiąc od wypadku. Skarżył się też na „niesprawiedliwy” jego zdaniem proces, porównując się do Jezusa i świętych.

Pani Agnieszka, zapytana o to, czy Szczepan W. przeprosił za to, co zrobił, lekko wzrusza ramionami. – Padło gdzieś w sądzie jego hasło „przykro mi”, natomiast dla mnie to robi różnicę. „Przykro mi” to może mi powiedzieć ktoś, kto mnie w kostkę kopnie, a nie jak mi zabije dziecko. Nawet „niechcący”. Bo dokładnie taki jest wyrok: nieumyślne spowodowanie śmierci przez umyślne naruszenie zasad w ruchu drogowym – wyjaśnia pani Agnieszka.

Podkreśla, jak wielką wagę ma dla niej to, że to nie był nieznany sprawca. Dlatego na początku wszyscy chcieli wierzyć, że coś się wydarzyło: wyskoczyło mu jakieś zwierzę, ktoś zajechał mu drogę, pękła opona… Że jest coś, co tę całą tragiczną sytuację usprawiedliwi.

– My wszyscy się znamy. Jego siostra i dziewczynki się przyjaźniły. Więc tym bardziej jest to zadziwiające, że tego zabrakło. Że zabrakło zwykłego ludzkiego „przepraszam” – mówi 45-latka. – Sędzia w sądzie apelacyjnym w jednym aspekcie miał rację: że to jest urok tego pokolenia, że wszystko robią w internecie. Ale nie w tych okolicznościach! On doskonale wiedział, że dziewczynki mają siostry w jego wieku. Wrzucanie dzień po wyroku informacji, że on jest jak Jezus i porównywanie się do świętych? – podkreśla zszokowana.

Ola – wulkan energii zdmuchnięty bezmyślnością 19-latka

Na prośbę, by opowiedziała o córce, pani Agnieszka uśmiecha się ze smutkiem. – Oleńka jest moją najmłodszą córką. Urodziłam ją w wieku 30 lat i w zasadzie byłam już nastawiona, że nie będę mieć już więcej dzieci. Ale od pierwszego dnia, jak ją wzięłam na ręce, była wyjątkowa z tymi blond włoskami i niebieskimi oczami – wspomina.

Dodaje, że 10-latka była bardzo pozytywna, ale też charakterna. Można było ją ułożyć, ale wiedziała, czego chce i dążyła do tego. Wulkan energii, milion pomysłów na minutę. Uwielbiała muzykę: śpiew, balet, grę na instrumentach.

– Nie do końca potrafiła powiedzieć, kim chce zostać w przyszłości, ale patrząc na to, w jakim kierunku szły jej zainteresowania, myślę, że były by to tematy związane z muzyką. Mam takie wspomnienie z mieszkania, w którym mieszkałyśmy przed wypadkiem. Wstała z łóżka, założyła słuchawki, a potem zaczęła śpiewać i tańczyć. Bez śniadania, trochę rozczochrana po nocy… po prostu śpiewała i tańczyła – wspomina z rozrzewnieniem pani Agnieszka, dodając, że Ola potrafiła się cieszyć z najmniejszych rzeczy.

Już pierwsze spoty fundacji wypuszczone w ramach akcji #JedzieszMyśl zdobyły ogromną popularność. – Docierają do nas głosy, że powinno się je pokazywać na kursach na prawo jazdy. Ola i Wiktoria to nie są jedyne ofiary śmiertelne wypadków. Jeżeli chociaż jeden kierowca pomyśli i chociaż jedna rodzina uniknie takiej traumy do dźwigania, to uważam, że to już jest sukces. Było wiele komentarzy osób, którzy pisali, że ten filmik dał im do myślenia, a to już wiele – mówi pani Agnieszka.

W tworzenie kampanii bardzo zaangażowały się dwie starsze siostry Oli: Agata i Justyna. To Agata była pomysłodawczynią i kieruje teraz jej przebiegiem. Akcja ma podążać w kierunku edukowania kierowców, a docelowo też ich dokształcania (np. przez praktycznie ćwiczenia jak samochód zachowuje się w trudnych warunkach na drodze). – Bo wiele wypadków jest wynikiem tego, że osoba za kierownicą nie pomyślała. Myślę, że warto mieć to na uwadze, bo życie ludzkie jest bezcenne. Nie da się go w żaden sposób odkupić – podsumowuje nasza rozmówczyni.

Szczepan W. został skazany na 3 lata pozbawienia wolności (groziło mu maksymalnie 8 lat więzienia) oraz 10-letni zakaz prowadzenia pojazdów. Sąd apelacyjny kary nie podniósł, ale utrzymał poprzedni wyrok w mocy. – Jak długo by ten chłopak nie siedział w więzieniu, to kiedyś i tak wyjdzie i jego mama go przytuli. Ja mojej córki już nigdy nie przytulę – skomentowała wyrok mama Wiktorii.

Źródło: fakt.pl

Powiązane artykuły

Back to top button
Close