Polska

Absurd darmowej edukacji. Szkoły nie mogą żądać pieniędzy od rodziców, ale robią to, bo kary na nich nie ma

W szkołach korzystających z dotacji na zakup ćwiczeń, nauczyciele nie mogą kazać rodzicom kupować dodatkowych. Nie mogą, ale robią to, bo nic im za to nie grozi. Rodzice postawienie przed wyborem: ćwiczenia, albo jedynka dla dziecka, nie mają wyboru. Płacą – choć to niezgodne z prawem.

Absurd darmowej edukacji. Szkoły nie mogą żądać pieniędzy od rodziców, ale robią to, bo kary na nich nie ma

W szkołach korzystających z dotacji na zakup ćwiczeń, nauczyciele nie mogą kazać rodzicom kupować dodatkowych. Nie mogą, ale robią to, bo nic im za to nie grozi. Rodzice postawienie przed wyborem: ćwiczenia albo jedynka dla dziecka, nie mają wyboru. Płacą – choć to niezgodne z prawem.

Od zeszłego czwartku, kiedy pierwszy raz napisaliśmy o problemach z zakupami ćwiczeń do niektórych przedmiotów, codziennie otrzymujemy nowe zgłoszenia od zaniepokojonych rodziców na platformę dziejesie.wp.pl.

„W Szkole Podstawowej nr 32 im. Małego Powstańca w Warszawie rodzice również zostali zobowiązani do zakupu ćwiczeń z biologii. To już chyba norma” – napisała Dyzia.

„Dzieci pracują ciężej niż dorośli”. Mocne słowa o reformie edukacji

„Darmowe ćwiczenia w szkołach to fikcja. Niby część ćwiczeń dzieci dostały, ale na te od muzyki – 3,5 zł i biologii – 6,18 zł, nie starczyło pieniędzy i trzeba je było kupić. Nigdy nie było takiej sytuacji, a od tego roku widzę że to się zmienia. Nie rozumiem, jednego w poprzednim roku dzieci miały wszystkie ćwiczenia za darmo, a w tym nie wystarczyło pieniędzy? To jakiś żart” – przekonuje Monika.

”Córka chodzi do klasy 5 w Szkole Podstawowej nr 10 im Janusza Korczaka w Tarnobrzegu. Nie mieliśmy jeszcze wywiadówek, ale córka na ten tydzień ma przynieść na muzykę 10 zł i na geografię 6,20 zł na ćwiczenia” – pisze kolejny rodzic ze szkoły, która otrzymuję dotację, ale nie waha się przed zaglądaniem do kieszeni rodziców swoich wychowanków.

Dotacje małe, a potrzeby ogromne

Tymczasem jak już pisaliśmy w money.pl, nie jest to legalne działanie. Nauczyciel ma bowiem prawo zdecydować o prowadzeniu zajęć z zastosowaniem podręczników lub materiałów ćwiczeniowych lub bez nich. Jeżeli jednak nauczyciel zdecydował o realizacji zajęć z zastosowaniem danych podręczników lub ćwiczeń, to nie może wymagać od rodziców ich zakupu. Podręczniki lub ćwiczenia powinna zapewnić szkoła w ramach otrzymywanych dotacji celowych.

Problem w tym, że nie są to wystarczające środki. W ramach dotacji szkoły dostają 25 zł na ćwiczenia dla jednego ucznia. Te zamawiane w jej ramach kosztują 6,18 zł. Oznacza to, że pieniędzy wystarcza na zakup maksymalnie czterech zeszytów ćwiczeń (do czterech przedmiotów). Jeśli potrzebny jest piąty zeszyt, nawet gdy wymaga tego program, pieniędzy już na to nie ma.

Wtedy pojawiają się prośby na zebraniach z rodzicami albo bezpośrednio na lekcjach, często wzmacniane informacją, że za niekupienie ćwiczeń grozi jedynka z danego przedmiotu. Zapytaliśmy w MEN, co powinni zrobić rodzice, którzy zostali postawieni przed takim wyborem i czy mogą na takie nielegalne żądania gdzieś się oficjalnie poskarżyć.

W odpowiedzi resort, raz jeszcze przypomniał, że „zapewnienie książek i ćwiczeń uczniom do obowiązkowych zajęć edukacyjnych to zadanie szkoły i organu prowadzącego szkołę, a nie rodziców”. Stąd też dofinansowania, które zapewnia samorząd, choć technicznie rzecz biorąc, pochodzą one z dotacji celowej z budżetu państwa.

„Nauczyciel nie ma prawa żądać od rodzica, by kupił książkę czy ćwiczenia do tych zajęć i za nie zapłacił. Takie sytuacje są niedopuszczalne. Każdy taki przypadek rodzice powinni zgłaszać do właściwego kuratora oświaty”- czytamy w korespondencji przesłanej nam przez Annę Ostrowską, rzeczniczkę prasową MEN.

„Najlepiej porozmawiać z dyrektorem”

Nie dostajemy jednak odpowiedzi co dzieje się albo dziać się powinno dalej z takim zgłoszeniem. Szkoła dostanie reprymendę? Rodzic zwrot kosztów? Jakie są konsekwencje dla szkół, w których rodzice słyszą żądania zakupu ćwiczeń.

Mimo wszystko próbujemy zatem iść drogą wskazana przez MEN i dzwonimy do kuratorium we Wrocławiu, opisując problem. Okazuje się, że to nie jest jednak właściwy trop. Po kilku sugestiach i przełączeniach między różnymi wydziałami, w tym i księgowością, słyszymy w słuchawce, że jednak najlepiej będzie zadzwonić do departamentu edukacji urzędu miejskiego.

Tam po krótkiej wędrówce po łączach trafiamy ostatecznie do wydziału finansów oświatowych. Tutaj dowiadujemy się, że rodzic najpierw powinien porozmawiać z dyrektorem konkretnej szkoły. Dopiero kiedy z takiej rozmowy nic nie wyniknie, wydział finansów zajmie się sprawą.

Nie usłyszeliśmy jednak, jakie są ewentualne konsekwencje dla szkoły, która przecież łamie prawo.

Można oczywiście powiedzieć, że ćwiczenia te nie kosztują zbyt dużo i problemu nie ma. Jak się jednak wydaje problem jest całkiem podstawowy – chodzi o zasady i przestrzeganie prawa.

Skoro są dotacje i zakup ćwiczeń jest po stronie szkoły, to nie można tego przerzucać na rodziców. Jeżeli jednak dotacje są niewystarczające, to należy je zwiększyć, albo przestać głosić dobre nowiny o darmowych ćwiczeniach.

Źródło

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button
Close