Polska

Zaginięcie Iwony Wieczorek. Zastanawiające podejrzenia. „Wyszła z parku Reagana i dotarła w głąb osiedla”

Co się stało z Iwoną Wieczorek? To pytanie od ponad 12 lat zadaje sobie niemal cała Polska. Sprawa zaginięcia gdańszczanki spędza sen z powiek jej bliskim, ale też tuzom kryminalistyki. Od 8 lat interesuje się nią także dziennikarz śledczy Mikołaj Podolski, który jako jeden z niewielu widział część akt sprawy.

Zaginięcie Iwony Wieczorek. Zastanawiające podejrzenia. "Wyszła z parku Reagana i dotarła w głąb osiedla"

Iwona Wieczorek zaginęła w nocy z 16 na 17 lipca 2010 r. Wracała na piechotę z klubu w Sopocie do domu w Gdańsku. Szła samotnie nadmorską promenadą i ślad po niej zaginął. Kamera monitoringu nagrała ją po raz ostatni przy wejściu na plażę nr 63 w Jelitkowie. Była godzina 4.12.

Zaginięcie Iwony Wieczorek. „Nie wierzę, żebyśmy kiedykolwiek dowiedzieli się, co się stało”

Od 2019 roku sprawie przygląda się prokuratorskie Archiwum X z Krakowa, na którego czele stoi prokurator Piotr Krupiński. Wielu znawców tematu uważa, że jeśli jemu nie uda się wyjaśnić tej sprawy, to już nikt tego nie zrobi. Krupiński jest bowiem bardzo dociekliwy.

Co do tej pory udało się ustalić śledczym? W grudniu 2022 r. postawili zarzut utrudniania śledztwa w tej sprawie Pawłowi P. (35 l.), z którym feralnej nocy gdańszczanka bawiła się w sopockim Dream Clubie. Mężczyzna nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów.

– Nie wierzę, żebyśmy kiedykolwiek dowiedzieli się, co się stało z Iwoną Wieczorek. Dlaczego? Bo cały czas nie ma ani jednego dowodu, który pomógłby nam wskazać sprawcę albo rozwiązanie. Oczywiście chciałbym, aby to się rozwiązało, ale od początku, odkąd się zajmuję tą sprawą, nie widzę żadnej nadziei na rozwiązanie – mówi w rozmowie z „Faktem” Mikołaj Podolski, dziennikarz śledczy, który przy tej sprawie współpracował m.in. z Januszem Szostakiem (†64 l.).

Gdzie jest Iwona Wieczorek? „Jeśli będzie jakikolwiek dowód na winę Pawła, to będę pierwszym, który będzie go publicznie krytykował”

Mikołaj Podolski sprawie przygląda się od 2015 roku. Nakłonił go do tego właśnie Janusz Szostak, także dziennikarz śledczy i autor dwóch książek, dotyczących zaginięcia Iwony Wieczorek. Jako jeden z niewielu dziennikarzy czytał też część akt sprawy.

– Na pewno kibicuję śledczym, ale z tyłu głowy mam to, czego Paweł P. się najbardziej obawiał, że zostanie zatrzymany bez dowodu – podkreśla Podolski. – Ale jeśli będzie jakikolwiek dowód na winę Pawła, to będę pierwszym, który będzie go publicznie krytykował. Natomiast wolałbym uniknąć w tej sprawie sytuacji, żeby to był proces poszlakowy. To jest zbyt głośna sprawa, wiem, że w Trójmieście z takiego poszlakowego procesu zrodzą się tylko kolejne plotki. Kibicuję Archiwum X, ale cały czas nie ma we mnie tej wiary. Na szczęście śledczy dalej działają i podejrzewam, że jeśli oni tego nie rozwiążą, to już raczej nikt nie rozwiąże tej sprawy. Niech robią swoje. Ja im nie będę przeszkadzał. – dodaje Mikołaj Podolski.

Jak Mikołaj Podolski dowiedział się o zatrzymaniu w grudniu 2 osób?

– Dzwoniłem wtedy do Pawła, bo próbowałem się z nim umówić na naszą ostatnią rozmowę. Chciałem mu zadać trochę trudnych pytań. Miał mi opowiedzieć o licznych działaniach śledczych, które były podejmowane wobec niego, ale Paweł nie odbierał telefonu. Potem ktoś dał mi znać, że został zatrzymany. Byłem wtedy zaskoczony, cały czas nic mi nie wiadomo o tym, żeby był jakiś dowód na Pawła. Żałuję, że nie mogę skończyć tych rozmów. Paweł już nie chce rozmawiać, bo jeden z zarzutów odebrał jako karę za rozmowy z mediami. Żałuję, bo chciałem mu zadać kilka trudniejszych pytań, także o inne osoby, ponieważ miał kontakt z wieloma osobami, które się w tej sprawie przewijały – zaznacza dziennikarz. – Pytałem go m.in. o Patryka. On go dość jednoznacznie bronił. Nie mieli kontaktu bezpośredniego, ale zdaniem Pawła, Patryk (przyp. red. były chłopak Iwony) nie zachowywał się jak osoba, która mogłaby mieć związek z tym zniknięciem. Pytałem go też kilka razy o to, co się stało z Iwoną i Paweł nie chciał przesądzać. Cały czas utrzymywał, że bardzo chciał, żeby to się wyjaśniło. Podejrzewam, że gdyby śledczy wyjaśnili tę sprawę, to on by wybaczył Archiwum X wszystkie te działania wobec nie niego. On jednak jest w czołówce tych osób podejrzewanych od samego początku – mówi „Faktowi” Mikołaj Podolski.

Iwona Wieczorek. Chciałbym, żeby ustalono wersję tego „ręcznika”. Musimy brać pod uwagę, że ten człowiek krzątał się tam, gdzie zaginęła Iwona”

O czym jeszcze chciał porozmawiać z Pawłem P.?

– Chciałem też z nim porozmawiać więcej o Dream Clubie i tym całym towarzystwie z nim związanym. Nie jest tajemnicą, że Paweł znał tam trochę osób, ale to jest tylko jeden z tych głównych wątków. Myślę, że tych rozmów z Pawłem już nie dokończymy. On nigdy nie chciał wskazywać, czy kogoś podejrzewa. Czy on mógłby wskazywać kogoś ze znajomych? On raczej wykluczał taką możliwość. Kiedyś rozmawiałem też z Kasią, najlepszą przyjaciółką Iwony i ona też wykluczała taką możliwość. Kasia obstawiała, że to raczej był ktoś przypadkowy. Ona miała dobre zdanie o znajomych Iwony – dodaje nasz rozmówca.

Jego zdaniem jest jeszcze kilka wątków, którym śledczy powinni przyjrzeć się uważniej i je wyjaśnić.

– Nie mogę wykluczyć żadnej możliwości, ale chciałbym, żeby ustalono wersję tego „ręcznika”. Byłem jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy go bronili, ale musimy brać pod uwagę, że ten człowiek krzątał się tam, gdzie zaginęła Iwona w taki dziwny sposób przez dwie godziny. Mam nadzieję, że śledczy to weryfikują – mówi Podolski.

Dziennikarz zwraca też uwagę na park Reagana. To miejsce, w którego okolicy zaginiona była widziana po raz ostatni. Podkreśla, że zna to miejsce, bo mieszkał w Trójmieście.

Czy Iwona Wieczorek żyje? „Jest kilka procent szans”
– Znam dość dobrze te tereny, znam park Reagana, wiem, że byłoby tam ciężko zakopać zwłoki czy też komuś zrobić krzywdę niezauważenie. Ale cały czas musimy brać pod uwagę, że jest kilka procent szans, że ktoś mógł mieć tyle szczęścia, że nikt go nie zauważył – mówi. – Nie mamy ani jednego dowodu na to, że Iwona weszła do parku Reagana, ani tym bardziej że go opuściła. Czy jednak mogła niepostrzeżenie opuścić ten park? Z Januszem Szostakiem od początku zakładaliśmy, że ona z tego parku wyszła i najprawdopodobniej weszła w głąb osiedla, ale nie wiemy, jak było, bo nie ma na to żadnych dowodów, a jedynie poszlaki – zaznacza rozmówca „Faktu”.

Czy zdaniem Mikołaja Podolskiego Iwona żyje?

– Zostawiłbym kilka procent szans na taką możliwość. Ona została dość mocno wybielona przez media w tym pierwszym okresie po zaginięciu. To nie była taka wzorowa dziewczyna, to była typowa nastolatka, bo też nie chcę jej demonizować. Śledczy też zakładali taki scenariusz zaraz po zaginięciu. Mnie uderzyło to, że w ciągu pierwszej doby po zaginięciu media opublikowały jej wizerunek. Zastanawiałem się wtedy nad tym. Bo jeżeli ona poszła jednak jeszcze poimprezować, to czy by ją to nie zdenerwowało? Mogła się też wtedy przestraszyć. W 2010 roku to była dość rzadka sytuacja, że tak szybko publikowano zdjęcia. Potem mogły się stać już różne rzeczy. Nie chcę przesądzać, ale nie można na 100 procent zakładać, że ona nie żyje. Chociaż to jest najbardziej prawdopodobny scenariusz – podkreśla.

Śledczy z Archiwum X od kilku tygodni pracują w Sopocie przeszukując zatokę Sztuki i jej okolice. Czego tam szukają? Tego nie chcą zdradzać.

Archiwum X w Zatoce Sztuki

– Ze względu na dobro prowadzonego postępowania nie możemy podawać szczegółów prowadzonych i planowanych czynności – mówił „Faktowi” prok. Karol Borchólski z Prokuratury Krajowej.

Co o tych działaniach sądzi Mikołaj Podolski?

– Być może mieli jakieś wskazanie, ale też czy ta osoba, która to zrobiła jest wiarygodna? Tego nie wiemy. Marcin T. (przyp. red. dawny właściciel Zatoki Sztuki) jest przekonany, tak wynika z jego wpisów w internecie, że nic tam nie znajdą. Ja też podejrzewam, że nikt nie byłby na tyle głupi, by tam zakopywać zwłoki, bo jednak w sezonie tam się sporo osób kręciło. Być może to jest jakiś kolejny element gry Archiwum X – mówi rozmówca „Faktu”.

– Błędy? Zlekceważono tę sprawę na samym początku, nie sprawdzono wszystkich wątków związanych z całą trasą Iwony Wieczorek, czyli Dream Clubu. Dziś już wiemy, w jaką aferę ten klub był wmieszany, a wiele działo się już wtedy, w 2010 roku. Niektórzy twierdzą, że Iwona już wiekowo nie pasowała do tej sprawy, ale moim zdaniem to nieprawda. Pasowała, wśród pokrzywdzonych przez Krystka (przyp. red. tzw. łowca nastolatek) są też nastolatki, które były dorosłe. Tu niczego wykluczać nie można – uważa Mikołaj Podolski.

Błędy w śledztwie dotyczącym zaginięcia Iwony Wieczorek

Jaki jest jego zdaniem kolejny błąd, który popełniono na początku śledztwa?

– Nie wgłębiano się w życiorys Iwony. Iwona dwa lata przed zaginięciem zaczęła jeździć do tych klubów sopockich. Głównie do klubu Organica, która była kawałek od Dream Clubu. To był klub tych samych ludzi. Tam chodził Krystek, koledzy Krystka. Iwona mogła tam poznać różnych ludzi, zawrzeć jakieś znajomości i kto wie, może taka osoba mogła ją później zobaczyć w Dream Clubie. Mówię o potencjalnym gościu tych dyskotek. Może wiedział, gdzie mieszka Iwona i mógł pojechać na osiedle i tam na nią czekać – zastanawia się dziennikarz i dodaje: – Mogła kogoś wkurzyć, wylać komuś drinka, czy nadepnąć na nogę, niekoniecznie za dużo wiedziała. Ja nie podejrzewam, że to było planowane zabójstwo. Ktoś mógł chcieć jej coś wytłumaczyć albo ochrzanić ją. Musimy brać pod uwagę, że tamtej nocy szukała też kontaktów z innymi osobami. Nie tylko z tymi, którzy bawili się z nią w Dream Clubie, czy też bawili się na ognisku w parku Reagana, ale z innymi. Wiadomo, że jeden z kolegów odpisał, że jest w Krynicy Morskiej. Tu trzeba było szukać dalej, wśród osób, do których pisała wtedy Iwona. Tego wtedy nie sprawdzano – podkreśla Mikołaj Podolski.

Iwona Wieczorek wyszła z parku Reagana i dotarła przed dom?

– Koncentrowano się wtedy na tych ostatnich etapach jej przemarszu. Mówiono o Pawle, Patryk nie był dokładnie przesłuchiwany, mimo że była to taka miłość jej życia, największa. Wątku znajomego policjanta nie sprawdzono na początku. Za głęboko wtedy śledczy nie weszli w tę sprawę, a Paweł był non stop maglowany i nic na niego nie znaleziono. Być może niepotrzebnie skoncentrowano siły na nim, ale ja nie chcę tu teraz rozstrzygać. Na pewno nie sprawdzono dokładnie całej tej trasy i życiorysu Iwony. Wielką porażką było dla mnie to, że Krzysztof Rutkowski zabrał dysk z komputera Iwony i gdzieś go wywiózł. Kilka tygodni tego dysku nie było. A wiadomo, jak to jest z nastolatkami, że w komputerze jest całe ich życie – mówi rozmówca „Faktu”.

Jaka jest najbardziej prawdopodobna hipoteza zdaniem Podolskiego? – Nie chcę przesądzać, ale już 8 lat temu z Martą Bilską i Januszem Szostakiem doszliśmy do wniosku, że ona prawdopodobnie weszła do parku Reagana, opuściła go i najprawdopodobniej weszła w głąb osiedla, ale nie mamy pewności, bo nie ma żadnego dowodu, a jedynie poszlaki. Nie ma jednak żadnego świadka, który na 100 procent potwierdziłby to – dodaje dziennikarz.

Źródło: fakt.pl

Powiązane artykuły

Back to top button
Close