Polska

Niewygodne pytanie do Rafalskiej. Chodzi o 500+…

Rząd PiS kontynuuje solidarnościową politykę społeczną, ale musi dbać o jej finansowanie – zapewnia w rozmowie z Faktem Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej. Polityk PiS odpowiedziała między innymi na zarzut, że 500+ dezaktywizuje kobiety.

Zabierze pani męża do Brukseli, jeśli dostanie pani mandat do Parlamentu Europejskiego?

Minister rodziny Elżbieta Rafalska: Okręg zachodnio-pomorski jest szalenie trudnym okręgiem. Na czele naszej listy stoi Joachim Brudziński, walczymy o mandaty, ale wszystko w rękach wyborców. Powiem tak: mój mąż do Brukseli się nie wybiera. A ja jestem żona przy mężu i odwrotnie (uśmiech-red.).

W takim razie, jeśli PiS wygra jesienne wybory parlamentarne, to może będzie pani kontynuować pracę w rządzie?

To pytanie nie do mnie. Mam nadzieję, że wygramy te wybory i będziemy tworzyć rząd. Ale to będzie decyzja nowego premiera – komu i jakie propozycje przedstawi.

Nie chciałaby pani kontynuować reform, jak na przykład 500+?

Czuję na karku trzy i pół roku ciężkiej pracy w rządzie. Mam już swoje lata i nie jest to obojętne. Nie narzekam, ale ministrowanie to nie są same zaszczyty.

Nie ma co ukrywać, że PiS rozbudziło apetyty Polaków: już są matczyne emerytury, wypłacane są trzynastki, będzie 500+ na każde dziecko, zapowiadane są zmiany w podatkach. Czy rząd ma jeszcze asa w rękawie? Będą kolejne obietnice?

Tych asów w rękawie było całkiem sporo, ale to nie są jakieś pokerowe zagrywki ze strony rządu PiS. To kontynuacja solidarnościowej polityki społecznej, która od początku naszych rządów była przez PiS zapowiadana.

Senat dopiero co przyjął program Rodzina 500+ w nowej odsłonie, przed nami wdrożenie go. Każde dziecko, niezależnie od kryterium dochodowego ma otrzymywać 500 zł. Tylko w tym roku wiązać się to będzie ze wzrostem wydatków o 9,6 mld zł.

Równocześnie chcę powiedzieć, że jest oczekiwanie, że każdego dnia zostanie obiecane coś nowego. My patrzymy jednak na efekty wprowadzanych projektów i musimy zapewnić finansowanie ich w kolejnym roku.

Ale podwyżki będą, choćby dla osób z minimalną pensją. Ile wyniesie najniższe wynagrodzenie w 2020 r.?

Wiadomo, że wzrost nie może być mniejszy niż o 96 zł brutto. Ale myślę, że ta podwyżka będzie wyższa. Jaka dokładnie – to musimy jeszcze uzgodnić z premierem Mateuszem Morawieckim i minister finansów Teresą Czerwińską.

W przyszłym roku zyskają także emeryci i renciści. Jaka będzie waloryzacja?

Z prognoz wynika, że wyniesie 3,24 proc., będzie to więc stosunkowo wysoka. W tym roku zastosowaliśmy mechanizm waloryzacji kwotowo-procentowej i to dobry kierunek, bo wszyscy na tym zyskują. Gdybym miała wpływ na to, jakie rozwiązanie zostanie zastosowanie w przyszłym roku, rekomendowałabym tego typu mechanizm, bo wspiera osoby o niższych świadczeniach. A tych jest sporo.

Czyli znów emeryci z prawem do najniższej emerytury dostaną co najmniej 70 zł brutto miesięcznie więcej?

Kwota 70 zł i procentowy wzrost pozostałych świadczeń (o 3,26 proc. w 2019 r. -red.) oznacza wzrost wydatków budżetowych w tym roku o ok. 8 mld zł. Ponieważ prognozowany wskaźnik waloryzacji na 2020 r. jest porównywalny do tego roku, skutki finansowe byłyby podobne.

Co będzie z trzynastkami? Zostaną wypłacone także w przyszłym roku?

Takie deklaracje składał premier Morawiecki. Ostatnio także pani minister finansów mówiąc o Wieloletnim Planie Finansowym zapewniała, że widzi możliwości finansowe na wprowadzenie takiego rozwiązania. Z takich zapewnień minister rodziny może być tylko zadowolony. Opowiadałabym się za tym, by było to wieloletnie rozwiązanie.

To jakie zmiany wprowadziłaby pani w programie Emerytura+?

Byliśmy pytani, dlaczego od razu program ten nie został zapisany na wszystkie lata. Ale trzeba odpowiedzieć sobie: czy taką kwotę dodatku czyli 1100 zł brutto na stałe wpisać w ustawę, czy wyższą, albo jaki mechanizm? Program można modyfikować, ale trzeba robić to tak, by osoby z niższymi świadczeniami na tym nie traciły.

Pani minister, skoro jesteśmy przy temacie osób starszych. Z ostatnich danych GUS wynika, że w zeszłym roku zmarło niemal pół miliona Polaków!

Niestety, polskie społeczeństwo się starzeje, w galopującym tempie przybywa nam 80-90 latków. Po raz pierwszy mierzymy się z tak dużymi wyzwaniami demograficznymi. W ocenie Polaków, nasz stan zdrowia jest dużo gorszy niż osób w innych krajach Europy Zachodniej.

Osoby starsze mogą czuć się zagubione i mniej swobodnie poruszać się w służbie zdrowia, nie wiedzą, jak korzystać z usług opiekuńczych, rehabilitacyjnych. Dostrzegamy ten bardzo złożony problem opieki nad osobami starszymi, kontynuujemy program opieka 75+, zapewniający usługi opiekuńcze. Ale takie usługi w każdej gminie powinien rozwijać także samorząd. My go możemy wesprzeć w tym zadaniu finansowo, ale go nie zastąpimy.

Mieszkam za ścianie zachodniej, tam mnóstwo kobiet wyjeżdża do Niemiec do opieki nad osobami starszymi. W krajach, gdzie zjawisko starzenia się społeczeństw było wcześniej, ten sektor usług bardzo się rozwinął. U nas jest bardzo słaby. Trzeba rozwijać teleopiekę, środowiskowe formy opieki i pobytu osób starszych, co pozwoli rodzinom łączyć opiekę nad starszymi, schorowanymi członkami rodziny z pracą zawodową.

Dlatego podkreślam, że dla ministra rodziny polityka senioralna będzie większym wyzwaniem niż polityka rodzinna.

Na jakim etapie jest reforma orzecznictwa, którą obiecaliście niepełnosprawnym?

To reforma, co do której wszystkie środowiska się zgadzały, jeśli chodzi o konieczność jej przeprowadzenia. Podobnie było z kodeksem pracy – ale kiedy już miało dojść do konkretnych rozwiązań robiła się ogólnonarodowa awantura. Reforma orzecznictwa wymaga spokojnego, rzetelnego merytorycznej podejścia.

Nie dostrzega pani tutaj rozdźwięku w działaniach rządu: z jednej strony przyznajecie, że pensje nauczycieli czy fizjoterapeutów są zbyt niskie, tymczasem grupy te od lat nie mogą doprosić się systemowych podwyżek? I dlatego teraz protestują.

Proszę zwrócić uwagę, że te oczekiwania wzrostu wynagrodzeń cyklicznie pojawiają się przed kampaniami wyborczymi do parlamentu. Tymczasem po poprzednikach przejęliśmy przez osiem lat mrożone wynagrodzenia w sferze budżetowej. Taki stan rzeczy jest nie do utrzymania. Proszę powiedzieć komuś, że przez dwa lata nie dostanie żadnej podwyżki, nikt tego nie zaakceptuje. Ale wtedy duszono oczekiwania społeczne w sposób psujący systemowe rozwiązania.

Rząd PiS po raz pierwszy odmroził kwotę bazową, pracownikom sfery budżetowej, którzy mieli najniższe pensje daliśmy podwyżki. W przypadku nauczycieli – przygotowujemy systemowe rozwiązania. Bardzo trudno jednak jednorazowo nadrobić zaległości poprzednich lat. To na pewno kolejne zadanie, które czeka przyszły rząd.

Podobnie jak zmiany w urlopach. Finalizowane są prace nad dyrektywą zgodnie z którą ojcowie mają mieć prawo do dwóch nieprzenoszalnych miesięcy urlopu nad dzieckiem. Czy urlopy rodzicielskie będą dłuższe?

Na tle innych europejskich krajów, urlopy z tytułu opieki nad dziećmi należą do najdłuższych. To, co w ramach nowej dyrektywy zastanawia, to wydłużenie nieprzenoszalnej części urlopu. Czyli jeśli ojciec dziecka na taką część urlopu nie przejdzie, matka nie będzie mogła z niego skorzystać. Życie jest bardziej skomplikowane od dyrektyw, bo nie zawsze ojciec dziecka może taki urlop wziąć. Choć jestem zwolennikiem, by ojcowie współuczestniczyli w coraz większym stopniu w opiece nad dziećmi, ale z zachowaniem w jak największym zakresie prawa do autonomicznych decyzji. I takie rozwiązania mamy w naszym polskim systemie prawnym.

Mamy trzy lata na wdrożenie dyrektywy. I jestem za tym, by wydłużać okresy opieki nad dzieckiem, bo niezależnie w jakim zakresie dostępna jest sieć miejsc opieki żłobkowej, nie ma nic lepszego od opieki matki i ojca – to pozostaje poza wszelką dyskusją. Świadczenie 500+ na dziecko pozwala rodzicom podjąć decyzję czy zostać z maluchem pół roku dłużej lub do momentu, aż pójdzie do przedszkola.

Pojawiają się argumenty, że 500+ dezaktywizuje kobiety…

Pierwsze raporty o tym, że kobiety będą rezygnować z pracy, pojawiły się zanim 500+ w ogóle zostało wprowadzone. Mówiło się, że program spowoduje dezaktywizację pół miliona kobiet. Potem badacze szacowali tę liczbę na 300 tysięcy. Bierność zawodowa kobiet nie wystąpiła wraz z programem 500+, jest obserwowana od 2010 r. Polskie kobiety są mądrzejsze niż się innym to wydaje. Jestem kobietą, więc mam prawo to powiedzieć. Jeśli chcę poprawić sytuację rodziny, to pracuję i pobieram 500+. Jeśli zostawiam pracę, to dlatego że wiem że muszę tak zrobić.

Sama byłam w takiej sytuacji – zarabiałam niewiele więcej niż wynosiło minimalne wynagrodzenie i w ciągu jednego dnia przeszłam na długi urlop, bo tego wymagała sytuacja zdrowotna syna. I nikt nie może odmawiać rodzicom prawa do takich decyzji i krytykować za to, że przez jakiś czas poświęcą się tylko wychowaniu dzieci. Nie dajmy się zwariować! Kobiety są aktywne, chcą się realizować zawodowo. Pozwólmy im może bardziej łączyć pracę z opieką nad dziećmi, zapewniając większą elastyczność, proponując telepracę. I płaćmy im więcej, wtedy na pewno będą chętniej pracować!

Źródło: fakt.pl

Powiązane artykuły

Close
Close
TIME: 6.8118 second