Polska

Niebezpieczny piroman spalił żywcem kolegę

38-letni Edward W., który podpalał samochody i śmietniki, a następnie wzywał straż pożarną, by móc to nagrywać, wpadł w ręce policji z Gorzowa Wielkopolskiego (woj. lubuskie). Okazuje się, że mężczyzna może mieć na sumieniu dużo poważniejsze przestępstwo. W grudniu ub. roku Edward D. informował strażaków o pożarze pustostanu. Wewnątrz budynku znaleziono zwłoki mężczyzny. Czy 38-latek spalił go żywcem?

29 stycznia, policjanci gorzowskiego sztabu po godzinie 3.00 zostali pilnie wysłani na ul. Łokietka. Strażacy gasili tam palące się pojemniki na śmieci. To było kolejne podpalenie tej samej nocy – wcześniej spłonął między innymi samochód. Na miejscu okazało się, że akcji gaśniczej przyglądał się około 40-letni mężczyzna, który uciekł przed przybyciem policjantów. Mundurowi ruszyli na jego poszukiwania.

Osoba, odpowiadająca rysopisowi została zauważona na ul. Kosynierów Gdyńskich. Kiedy policjanci podeszli do 38-latka, ten przyznał, iż to on zadzwonił po straż pożarną. Jakby tego było mało, tej samej nocy wzywał strażaków do kilku innych pożarów. W pewnym momencie 38-latek zrobił się agresywny i policjanci musieli go obezwładnić. W jego telefonie znaleziono nagranie, na którym widać płonące pojemniki na śmieci na ul. Łokietka. Były tam też zdjęcia z innych akcji gaśniczych straży pożarnej. 38-latek został zatrzymany i usłyszał zarzut trzech podpaleń. To jednak nie koniec.

Okazuje się, że piroman może mieć na koncie dużo poważniejsze przestępstwo. – To Edward. Ten sam, który wezwał strażaków do pożaru pustostanu, w którym znaleziono spalonego mężczyznę – mówi nam osoba dobrze znająca podpalacza. Już wcześniej Edward siedział kilkanaście lat w więzieniu za ciężkie przestępstwo. Wiele wskazuje na to, że mógł spalić żywcem człowieka.

Chodzi o pożar, który wybuchł 14 grudnia ub.r., ok. godz. 22.30 na ul. Walczaka. Do płonącego pustostanu wyjechały wozy gorzowskiej straży pożarnej. Ogień został ugaszony, ale w środku zostało znalezione ciało mężczyzny, który zginął w płomieniach.

Dziwnym trafem, podczas pożaru z budynku wyszedł Edward W.. To właśnie on wezwał na miejsce straż pożarną. – Poszedłem za potrzebą. Kiedy wróciłem z budynku wydostawał się już wielki ogień – opowiadał nam po grudniowej akcji. Gdy pytaliśmy, czemu nie wrócił po kolegę, zapewniał, że chciał to zrobić. – Było już jednak za gorąco, nie mogłem wejść do środka i mu pomóc. Było za dużo ognia – mówił wówczas Edward W.

O sprawę piromana i śmierci w pożarze pustostanu zapytaliśmy gorzowską policję. – W sprawie śmiertelnego pożaru jest prowadzone śledztwo. Nie udzielamy na ten temat żadnych informacji – powiedział w rozmowie z Fakt24.pl st. sierż. Mateusz Sławek z biura prasowego lubuskiej policji.

Niebezpieczny piroman spalił żywcem kolegę?


38-letni Edward W., który podpalał samochody i śmietniki, a następnie wzywał straż pożarną, by móc to nagrywać, wpadł w ręce policji z Gorzowa Wielkopolskiego (woj. lubuskie).

Niebezpieczny piroman spalił żywcem kolegę?


Okazuje się, że mężczyzna może mieć na sumieniu dużo poważniejsze przestępstwo. W grudniu ub. roku Edward D. informował strażaków o pożarze pustostanu.

Niebezpieczny piroman spalił żywcem kolegę?


Wewnątrz budynku znaleziono zwłoki mężczyzny. Czy 38-latek spalił go żywcem?

 

Powiązane artykuły

Close
Close
TIME: 2.2717 second