Wiadomości

Wiemy, ile jest w Polsce respiratorów. To sprzęt kluczowy podczas epidemii koronawirusa

W Polsce jest ponad 10 tysięcy respiratorów – ustalił Onet. Rząd zapewnia, że wciąż kupuje nowe i wysyła je do szpitali wyznaczonych do leczenia chorych na koronawirusa.

Wiemy, ile jest w Polsce respiratorów. To sprzęt kluczowy podczas epidemii koronawirusa

  • Wspomagające oddychanie respiratory są kluczowym sprzętem w kuracji najciężej chorych na COVID-19
  • Dlatego wszystkie kraje starają się kupować respiratory. Skutek? Wyższe ceny i pustki na rynku
  • We Włoszech co dziesiąty chory potrzebował respiratora. Można byłoby więc założyć, że jesteśmy w stanie panować nad sytuacją dopóki liczba chorych nie przekroczy 100 tys.
  • W rzeczywistości sytuacja jest bardziej skomplikowana. Chociażby dlatego, że wiele respiratorów służy do pomocy chorym na inne choroby
  • Nowe, kupowane przez polski rząd respiratory trafiają do szpitali wyznaczonych do opieki nad zarażonymi na koronawirusa

Przykłady wszystkich krajów dotkniętych koronawirusem pokazują, że kluczowym sprzętem w kuracji najciężej chorych są respiratory. To dlatego, że wirus wywołuje u części chorych ostre zapalenie płuc i trzeba im pomagać w oddychaniu.

W tej sytuacji wszystkie kraje gorączkowo kupują respiratory. Skutek? Wyższe ceny. Jeszcze 2 miesiące temu respirator szpitalny kosztował 50-60 tys. zł. Dziś ceny sięgają 70 tys. zł i więcej. Mimo to producenci wyprzedali zapasy, a w hurtowniach pustki.

Wykupowane są nawet małe domowe respiratory, warte ok. 20-25 tys. zł. A w sieci krążą instrukcje wydrukowania sobie urządzenia wspomagającego oddychanie na drukarce 3D.

Kiedy tydzień temu pytaliśmy resort zdrowia o liczbę respiratorów w polskich szpitalach, dostaliśmy informację, że jest ich 10 tys. Teraz ministerstwo informuje o 100 dodatkowych sztukach. – Cały czas staramy się kupować kolejne respiratory – zapewnia Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Ilu chorym możemy pomóc?

We Włoszech co dziesiąty chory potrzebował respiratora. Można byłoby więc założyć, że jesteśmy w stanie panować nad sytuacją dopóki liczba chorych nie przekroczy 100 tys. To wygląda optymistycznie, bo dziś chorych mamy około tysiąca.

Ale w rzeczywistości sytuacja jest bardziej skomplikowana. Pamiętać bowiem należy, że wiele respiratorów służy do pomocy chorym na inne choroby, więc nie ma mowy, aby zakażeni koronawirusem dostali cały sprzęt.

Czy to znaczy, że w praktyce zatem jesteśmy gotowi na kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy zakażonych? Zapytaliśmy o to Jarosława Pinkasa, Głównego Inspektora Sanitarnego. – Włochy są wyjątkowe pod wieloma względami. Także jeśli chodzi o odsetek osób zakażonych, które potrzebowały respiratora. W innych krajach jest to 1-2 proc. A to znaczy, że mamy odpowiednio dużo respiratorów, żeby panować nad sytuacją – przekonuje Pinkas.

Rządowi pomagają firmy z Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. Dostarczają respiratory dla tych pacjentów, którzy wymagają opieki długoterminowej, ale mogą trafić ze szpitala do domu. – Od początku roku pomogliśmy przenieść ze szpitali do domów 500 osób z niewydolnością oddechową. Zwolniliśmy w ten sposób łóżka i respiratory szpitalne dla innych pacjentów. Uważamy, że w ten sposób powinniśmy pomagać, nie dostajemy za to pieniędzy – mówi Onetowi dr Robert Suchanke, szef tej organizacji.

Lepiej niż we Włoszech

Z Włoch dochodziły wstrząsające informacje – z powodu braku sprzętu, miało dochodzić do selekcji podłączanych pacjentów. „Anestezjolodzy i lekarze muszą decydować, którzy chorzy otrzymają dostęp do łóżek i respiratorów, których nie starcza dla wszystkich potrzebujących” – informował serwis Politico.

Jednak we Włoszech zaopatrzenie w respiratory było fatalne jeszcze przed wybuchem epidemii. Jak wyliczył portal Euractiv włoska średnia to tylko 8 respiratorów na 100 tys. mieszkańców, podczas gdy w Polsce było to 26,5 respiratora na 100 tys. mieszkańców. Po wybuchu epidemii w pomoc w produkcji respiratorów włączyły się włoskie koncerny samochodowe, w tym Ferrari.

Robert Suchanke z Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej: – Na rynku w ciągu najbliższych miesięcy będzie brakować respiratorów, tym bardziej, że firmy amerykańskie i niemieckie mogą przestać je produkować, bo zostaną zamknięte z powodu epidemii.

Jedyna nadzieja w Chińczykach, którzy ruszyli z produkcją. Ale oni też nie będą w stanie dostarczyć tyle respiratorów, ile jest w tej chwili potrzebne. Popyt jest 20-30 razy większy, niż zwykle.

Nowe respiratory dla zakażonych

Nowe, kupowane przez polski rząd respiratory trafiają do tzw. szpitali jednoimiennych, czyli placówek wyznaczonych do opieki tylko nad zarażonymi na koronawirusa. Szpitali takich jest w sumie ponad 20, w każdym regionie co najmniej jeden. – W tych szpitalach znajdzie się około tysiąca respiratorów. Właśnie są uzupełniane w ten sprzęt – informuje Wojciech Andrusiewicz, rzecznik Ministerstwa Zdrowia.

Do tego resort nauki przeznaczył 5 mln zł na wyprodukowanie 100 urządzeń Ventil. To wynalazek, stworzony w Polskiej Akademii Nauk, który umożliwia wentylację dwóch pacjentów za pomocą jednego respiratora. Produkcja ruszyła kilka dni temu w Instytucie Techniki i Aparatury Medycznej w Zabrzu.

Respiratory kupują firmy państwowe, jak spółka Port Gdynia S.A., która sfinansowała zakup dwóch sztuk dla Szpitala św. Wincentego a Paulo w Gdyni. Są też prywatni darczyńcy, jak twórca Polpharmy Jerzy Starak, który kupił 100 sztuk. Na respiratory zbiera kościelny Caritas. Także samorządowcy przesuwają wydatki, tak aby kupić respiratory do swych placówek.

Dr Robert Suchanke zwraca jednak uwagę, że jeśli będzie brakować jednorazowego sprzętu ochronnego dla lekarzy i pielęgniarek, to respiratory nie wystarczą. – Jeśli medycy się zarażą, to respiratorów nie będzie miał kto obsługiwać – przestrzega.

Źródło: onet.pl

Powiązane artykuły

Back to top button
Close