Wiadomości

Belgijska prokuratura ściga Sok z Buraka po doniesieniu Jarosława Kaczyńskiego

Prezes PiS zawiadomił w styczniu organy ścigania w sprawie wpisu zamieszczonego na Twitterze przez profil Sok z Buraka zawierającego sugestię, że Jarosław Kaczyński zaszczepił się przeciw koronawirusowi poza kolejnością. Polscy śledczy poprosili o pomoc prawną swoich kolegów z zagranicy, wynika z dokumentów, z którymi zapoznał się Onet.

Belgijska prokuratura ściga Sok z Buraka po doniesieniu Jarosława Kaczyńskiego

  • Brukselska policja wezwała na przesłuchanie administratora profilu Sok z Buraka w mediach społecznościowych Marcina Mycielskiego
  • Belgijscy śledczy zrobili to na prośbę polskiej prokuratury, która prowadzi postępowanie w sprawie zniesławienia Jarosława Kaczyńskiego. Zawiadomienie na policji złożył 11 stycznia sam prezes PiS
  • W lutym warszawska prokuratura przesłuchała Kaczyńskiego w charakterze świadka. Zeznał, że o wpisie dowiedział się od współpracowników, bo sam nie śledzi postów w internecie – czytamy w dokumentach brukselskich śledczych
  • Jednocześnie prezes PiS stanowczo zaprzeczył, by zaszczepił się poza kolejnością
  • Kaczyński przekonywał, że gdyby oskarżenia z Twittera były prawdziwe, skompromitowałoby to jego i jego partię, uniemożliwiając mu reelekcję na stanowisko szefa PiS

Brukselska policja wezwała mieszkającego w Belgii Marcina Mycielskiego, wiceprezesa Fundacji Otwarty Dialog i administratora facebookowego profilu Sok z Buraka, znanego z niewybrednej krytyki PiS-u. Belgowie przesłuchali go na prośbę warszawskiej prokuratury, która prowadzi postępowanie w sprawie możliwego zniesławienia Jarosława Kaczyńskiego. O sprawie Mycielski poinformował w środę w mediach społecznościowych.

Onet zapoznał się z dokumentami belgijskiej policji opracowanymi na podstawie pisma, które policjanci dostali od polskiej prokuratury. Wynika z nich, że 11 stycznia Jarosław Kaczyński złożył na warszawskim komisariacie zawiadomienie, domagając się ścigania autora wpisu na Twitterze. Chodzi o post z konta Sok z Buraka o treści: „Halo PiS, dlaczego Kaczyński zaszczepił się poza kolejką?”. Zdaniem Kaczyńskiego słowa te zawierały nieprawdziwe informacje i narażały go na utratę zaufania publicznego niezbędnego w jego działalności politycznej.

Kaczyński obawiał się „kompromitacji całej partii”

Sprawą zajęła się warszawska prokuratura, która wszczęła postępowanie w sprawie przestępstwa z art. 212 kodeksu karnego, czyli zniesławienia. 22 lutego przesłuchała w charakterze świadka Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS stwierdził, że zniesławiające go treści zostały mu pokazane przez jego współpracowników, ponieważ „on sam osobiście nie śledzi postów w mediach społecznościowych i internecie”.

Kaczyński stanowczo zaprzeczył, by sytuacja opisana przez Sok z Buraka miała miejsce i podkreślił, że termin jego pierwszego szczepienia przeciw COVID-19 został wyznaczony dopiero na 25 lutego, choć rząd udostępnił tę możliwość osobom z jego grupy wiekowej już 22 stycznia.

Jak wynika z dokumentów belgijskich śledczych, warszawski prokurator zapytał prezesa PiS, czy wykorzystując swoją pozycję jako wicepremiera, posła i szefa partii rządzącej polecił innym osobom podjęcie działań w celu zaszczepienia się poza kolejką. Kaczyński stanowczo temu zaprzeczył.

W czasie przesłuchania szef Prawa i Sprawiedliwości tłumaczył, że oskarżenie wysunięte przez Sok z Buraka dotyczy „bardzo poważnego naruszenia zasad moralnych” i gdyby było prawdziwe, skompromitowałoby jego i całą partię. Co więcej, zdaniem Kaczyńskiego, praktycznie uniemożliwiałoby to jego ponowny wybór na szefa ugrupowania i posła, a także osłabiło wynik wyborczy całego PiS-u.

Prezes partii rządzącej wskazał śledczym dwie osoby, które mogły być odpowiedzialne za wpis na Twitterze, mieszkającego w Londynie Andrzeja Szulińskiego, który miał stworzyć stronę internetową Soku z Buraka i Marcina Mycielskiego, który zarządzał profilem o tej nazwie na Facebooku. Swoje podejrzenia Kaczyński, jak wyjaśnił, opierał na „doniesieniach medialnych redakcji mających przeciwne do jego partii poglądy”.

Mycielski dla Onetu: dowódca życzył mi powodzenia w walce z reżimem

O komentarz w sprawie poprosiliśmy administratora profilu Sok z Buraka w mediach społecznościowych. Marcin Mycielski w rozmowie z Onetem przyznał, że już od jakiegoś czasu podejrzewał, że „coś się dzieje”.

– Na początku roku kontaktowała się ze mną Komenda Stołeczna Policji, Wydział Dochodzeniowo-Śledczy Powiedzieli, że chodzi o tweeta, ale nie chcieli powiedzieć jakiego. Odpisałem, że chętnie udzielę wyjaśnień, ale jestem w Belgii, więc albo zdalnie, albo tutaj na miejscu. Drugim razem powiedzieli, że chodzi o tweeta dotyczącego Patryka Jakiego z okresu kampanii prezydenckiej, więc nawet nie za moich czasów w Soku z Buraka. Tym razem kontaktował się ze mną wydział do spraw walki z cyberprzestępczością. Dostałem też obszerny prywatny akt oskarżenia od posłanki Lichockiej, którą oburzyły bilbordy z jej słynnym gestem, które pojawiły się w całej Polsce za sprawą Spontanicznego Sztabu Obywatelskiego. Można więc powiedzieć, że spodziewałem się, że będzie się działo, ale że to akurat ten konkretny wpis dotyczący szczepień tak rozjuszy prezesa Kaczyńskiego, to nie pomyślałem. — mówi Onetowi Mycielski.

– Ścigać można nawet setki tysięcy tweeterowiczów, więc nie rozumiem, czemu akurat ten tweet tak zdenerwował prezesa. Samego Soku z Buraka tweetów było wiele poważniejszych. Nawet już za moich czasów. Najwyraźniej zabolało go, tak jak to ujął, że to jest oskarżenie go o naruszenie zasad moralnych. Jakby największym dobrem narodu była moralność Jarosława Kaczyńskiego i teraz trzeba uruchomić wszystkie organy ścigania, żeby tę moralność chronić— komentuje.

– Jest mi po raz kolejny przykro, że muszę się tłumaczyć za Polskę. Nie jest to pierwszy raz. Robię to w Brukseli od sześciu lat, ale jest to coraz bardziej absurdalne. Do tej pory tłumaczyłem się, dlaczego w Polsce są problemy z praworządnością, dlaczego są naruszane prawa kobiet czy osób LGBT. To były poważne oskarżenia, więc tłumaczyłem, że mamy taką partię rządzącą, ale Polacy wierzą w praworządność i prawa człowieka oraz chcą pozostać w UE. Teraz jestem pytany, czemu jakiś Kaczyński, prywatny obywatel, bo przecież nie jest to głowa państwa, wykorzystuje międzynarodowe organy ścigania z powodu jakiegoś tweeta, który mu się nie spodobał. Ci belgijscy policjanci, którzy mnie przesłuchiwali robili wielkie oczy, kiedy słuchali moich tłumaczeń. Przyszedł nawet jakiś naczelnik wydziału, żeby tego posłuchać. Oni w życiu czegoś takiego nie widzieli. Nie mieli nawet do czynienia z Europejskim Nakazem Dochodzeniowym, bo to narzędzie jest wykorzystywane niezwykle rzadko, do ścigania najgroźniejszych przestępców. A tutaj cały posterunek postawiony został na nogach z powodu jakiegoś tweeta. Kiedy wychodziłem to ten dowódca życzył mi powodzenia w walce z reżimem — opowiada administrator Soku z Buraka.

– Z jednej strony to całkiem zabawna sytuacja, ale ma też swoje negatywne konsekwencje. Najbardziej prawdopodobna ścieżka jest taka, że nie ustalą sprawcy i sprawa zostanie umorzona. Pewnie polecą za to głowy, jakiś prokurator będzie miał dyscyplinarkę za nieustalenie sprawcy. Natomiast ja bardzo bym chciał, żeby sprawa trafiła do sądu, bo miałbym możliwość skonfrontowania się z panem prezesem. Jako świadek musiałby odpowiedzieć także na moje pytania, a ja bym przygotował całą serię — stwierdza.

– Palce przed kolejnym postem czy tweetem na pewno mi nie zadrżą. Może będą mi się uszy trzęsły z tego, jak taki tweet może personalnie zaboleć prezesa. Że można „prezesa Polski” tak z łóżka wyciągnąć jednym tweetem. To jest moc sprawcza, o jaką siebie nie podejrzewałem. To oznacza, że właściwie każdy użytkownik internetu ma taką moc nad prezesem. Może jednym tweetem uruchomić wszystkie organy ścigania, a sam prezes pójdzie na prokuraturę, żeby złożyć zawiadomienie. To niesamowita moc, jaką my, Polacy, otrzymaliśmy — ironizuje.

– Najbardziej absurdalne jest to, że w tej sprawie z prywatnego aktu oskarżenia postępowanie przeszło w charakter ściganego z urzędu. Wykorzystano przepis, który mówi o takim rozwiązaniu, kiedy chodzi o ważny interes społeczny. Wychodzi więc na to, że jeśli pokrzywdzonym jest pan Kaczyński, to nagle jest interes społeczny. Pytanie, czy w przypadku innych polityków PiS-u byłoby podobnie. W przypadku posłanki Lichockiej tak nie było — dodaje.

Źródło: onet.pl

Powiązane artykuły

Back to top button
Close